katarzyna.magdalena.czajkowska@gmail.com

katarzyna.magdalena.czajkowska@gmail.com
kom. 691 813 592

niedziela, 29 czerwca 2014

środa, 25 czerwca 2014

list od Niej

Wczoraj zrobiłam porządki. Poznajdowałam miejsca stałe bądź tymczasowe dla moich przedmiotów. Zrobiło się radośniej. Przestrzeń zaczęła być bardziej mojowa. Dziś natomiast na stercie papierów "do zapisania" znalazłam nieskończony list od Mamy, napisany na krótko przed jej śmiercią. Rozsypałam się, kawałek po kawałku. Tęsknię. 

Taką świeczkę Jej zapalę, ładną - zasługuje. Była wyjątkowa. Przyjaźniłyśmy się. Do kina razem i na zakupy. Ja szukałam ubrań dla niej, a ona dla mnie. Jedna drugą sprawdzała, czy dobrze wygląda. Zachwycałam się Mamą, a ona mną. Jak coś kupowałyśmy osobno, to zaraz jedna dzwoniła do drugiej i opowiadała, co znalazła. Radziłyśmy się, czy warto i czy zakup zasadny. Wspierała mnie i towarzyszyła. Uczestniczyła we wszystkim, w co się pakowałam. Przyszła nawet kiedyś na spotkanie z Rafalalą i śmiała się, bo to było zabawne spotkanie. Była tolerancyjna, ciepła i otwarta. Karmiła mnie i moich przyjaciół, zawsze. Często wpadała do pokoju bez pukania i podtykała pod nos kanapki, rogaliki, czy coś innego bardzo dobrego. Znała po imieniu moich znajomych, interesowała się ich losami. Pamiętała, co kto lubi, a czego nie lubi. Gdy była taka potrzeba - po prostu pomagała. Umiała wyściskać i przytulić, czasem przygarnąć. Walczyła o nas, o mnie i o Brata, jak umiała najlepiej, tak też nas wychowała... 


To na pocieszenie dla mnie, co bym się podtuczyła, bo nie lubiła, kiedy chudłam.

25.06.2014 Warszawa

środa, 11 czerwca 2014

wtorek, 10 czerwca 2014

komplikacje

Niefajne zamieniamy na fajne, trudności w łatwości, sytuacje zawiłe i nieprzewidywalne przyjmujemy jako lekcje, które są dla nas najlepsze w danym momencie życia. Dzieje się, mówiąc w skrócie.

Nowy pokój - nasz. Faza kolejna - po malowaniu i po wprowadzeniu nieuporządkowanym.







Faza następna - częściowe umeblowanie i wypakowanie. Na zdjęciu popołudniokowa przerwa w remoncie.




Klatka ma - wymarzona:)




Spacer niedzielny - parkowy.



06.2014 Warszawa

niedziela, 25 maja 2014

taki plan

Czasem czuję się jak trampolina dla innych ludzi. Użyczam siebie i pozwalam po sobie skakać. Wierzę w tego, tamtego, czuję się mocna, to dzielę się i pcham ze wszystkich sił do przodu. Czuję się słaba zostaję sama, bo trudno mi prosić, by i mnie ktoś popchnął, pokazał, gdzie przebija światło. Oczekuję, że ktoś się domyśli, choć sama tego nie lubię. Moja Mama tak robiła. Ja uczyłam się wyrażać wprost. Bywa, że nadmiernie przygnieciona ciężarem problemów zaczynam prosić. Wtedy najtrudniej jest pomoc przyjąć. 

Naturalne było wcześniej to, że w ekstremalnych sytuacjach do pionu stawiali mnie Dziadek i Mama. Oni umieli się domyślić, wyczuwali, po prostu byli. Nawet jeśli nie za bardzo wiedzieli, co robić. Wtedy szukali pomocy na zewnątrz lub przyjmowali ją od innych. Cóż, nie mieli ze mną łatwo. Dopiero od niedawna zawzięłam się, że będę radzić sobie sama. Zaczęłam się wyodrębniać i stawać dorosłą, niezależną kobietą. No i jedno po drugim, Dziadek i Mama odeszli, jakby nie było już nic do roboty, a jest!

Teraz trudno mi odnaleźć się w tej nowej sytuacji, przegryzania się straty. Przyjęłam, że muszę być silna, a tu taki banał jak zbliżający się Dzień Matki mnie boli. Mówię sobie działaj, jest tyle do zrobienia i zamieniam się w automat, taki miły i uśmiechnięty. Fotografuję na ślubach, a tam błogosławieństwo rodziców, a mnie od środka z bólu szarpie i ledwo ustać dam radę, a co dopiero robić zdjęcia? Ciężko jest. Po odcięciu się od smutku, gdy dzieje się coś dobrego, a czasem pięknego, nie skaczę z radości. Coraz bardziej mi się to nie podoba. Zmęczenie zaczyna brać górę nad kontrolą i to, co zagrzebywałam - odsłania się. Chcę żyć w pełni, oddychać głęboko i czuć. Nikt mi jednak tego nie da, jeśli sama, o to nie zadbam.

Zatem jadę się spotkać z Mamą. Jeszcze nie dziś ani jutro, ale już niedługo. Zostawiam to, co tutaj i lecę tam, gdzie chciała pojechać Ona - Mama Bunia. Mnie tam nie ciągnie, ale może tam łatwiej będzie mi z nią porozmawiać? Na Cmentarzu nie umiem. Może tam uda mi się też spotkać ze sobą... Cóż będę również częściowo zmuszona, by dać się sobą zaopiekować i zaufać Piotrowi, że będzie dobrze. Nie znam norweskiego, a na naukę angielskiego trochę mało czasu.

piątek, 23 maja 2014

czwartek, 24 kwietnia 2014

idzie rozkwit

Świat się rodzi. Miło popatrzeć i nasycić zmysły wonią wiosenną. Chce się na powietrze, na ławkę, do słońca. Koi ta natura zbolałe od tęsknoty serce. Przypomina, że obok śmierci jest życie, które uprasza się o uwagę. Zaprasza do działania, zasiewania, kochania. Pora wychodzenia z ciemności i zwrócenia ku światłu się zaczyna. Jest ciepło. Idzie rozkwit;)










Park Morskie Oko 24.04.2014 Warszawa