katarzyna.magdalena.czajkowska@gmail.com

katarzyna.magdalena.czajkowska@gmail.com
kom. 691 813 592

czwartek, 23 lipca 2015

200





Zazwyczaj z okazji okrągłej liczby lajków w ramach podziękowania 

umieszcza się obrazek. Ja postanowiłam napisać (na blogu do 

trenowania, bo jak wspomniałam blog również się zmieni) i 

odważyć się pokazać moją dawną stronę. Pierwotnie miała 

funkcjonować jako portfolio. Później została z lekka 

zmodyfikowana i zapomniana, a przez to również się trochę 

zdezaktualizowała. Teraz natomiast ulegnie całkowitej transformacji

w Czułe Oko. We wrześniu pierwsza odsłona. Będzie z duszą 

mocą :)


Zatem zachęcam do dalszego motywowania ;) To może do września

przy Waszym wsparciu uda się jeszcze zmodyfikować i upiększyć 

przestrzeń, w której się najczęściej z Wami spotykam. 







Tak natomiast zmieniam się Ja ;) 











czwartek, 16 lipca 2015

moja mentorka








Czasem trudno jest nam pogodzić z tym, że życie, czy biznes nie układa się po naszej myśli. Trudno nam uwierzyć, że to stan przejściowy – lekcja do odrobienia, doświadczenie niezbędne do naszego rozwoju. Ja do niedawna nie dopuszczałam do siebie faktu, że zdecydowałam się na zostanie bizneswoman, czyli kobietą, która założy swoją firmę. Było to całkowicie poza moją świadomością. Przyjęłam do siebie jedynie to, że stworzyłam dla siebie miejsce pracy, które pozwoli mi robić to, co kocham i zarabiać. Wszystko wspaniale, tylko nie wzięłam pod uwagę, że by tak było powinnam najpierw zbudować pewne zaplecze, a przede wszystkim zrozumieć czym jest biznes, że to nie tylko zyski, ale również koszty, które muszę brać pod uwagę jeśli chcę się utrzymać na Rynku. No i że odpowiedzialność za zorganizowanie mi pracy, wyznaczenie obowiązków, stworzenie odpowiednich warunków, konsekwencja i wiele innych czynników (mało przyjemnych) należy na starcie do MNIE.



Widocznie musiałam doświadczyć niepowodzeń, by dojść do ściany i być na granicy poddania się, bym mogła zrozumieć o co w tym chodzi i, że błędy są naturalnym elementem każdej działalności. 
Zanim to nastąpiło zajęłam się między innymi dorywczą pracą, która dalece odbiegała od moich zainteresowań. Pokazała ona za to różnicę w odczuwaniu satysfakcji z dobrze wykonanej pracy. Gdy robię, to co kocham, a mój klient/klientka jest zadowolony - wzrastam, unoszę się, latam. W innej robocie jest po prostu – fajnie. Miło, że szefowa pochwaliła, opłacę rachunki i może coś zostanie, to sobie kupię coś w nagrodę. Stresy natomiast odczuwam podobnie. No, ale decyzja podjęta, spuszczam głowę i zaczynam pomału rezygnować z własnej działalności, choć wcale nie chcę. Wzdragam się, przeżywam, powtarzam sobie, że to dobre rozwiązanie, że przecież się nie nadaję do prowadzenia działalności, sytuacja startu była niesprzyjająca, muszę się pogodzić i znaleźć pracę – płatną pracę. No i jak to w takich sytuacjach bywa, gdy serce i intuicja mówią "zostań", a ja za rozumem ciągnę w drugą stronę kontrolując to, co czuję pojawia się wyczerpanie. W końcu padam ze zmęczenia, pokornieję i pojawia się rozwiązanie :)



Dostaję wiadomość na Facebooku od Olgi Pulwarskiej, właścicielki marki Belly Session Studio- sesje fotograficzne kobiet w ciąży oraz SHE Session Studio - sesje fotograficzne i rozwojowe kobiecości, a właściwie propozycję. Spotykamy się u niej w Studio i takim sposobem na mojej drodze staje Mentorka Biznesowa oraz nauczycielka, która pozwoliła mi dać sobie czas i nie rezygnować. Opowiedziała jak zaczynała i że to startowanie trwa, a po drodze popełniamy różne błędy, które można naprawić i dzięki temu się rozwijać. Dodatkowo dzięki niej zajęłam się również fotografią rodzinną. Bez wątpienia Olga wywarła na mnie ogromny wpływ w tej dziedzinie fotografii, więc jeśli ktoś nie może się zdecydować to polecam moją Nauczycielkę:) Dzięki niej nabieram pewności siebie, że to co mi się wydawało, że jest dobre, takie właśnie jest, a bycie kobietą-fotografką ma swoje plusy i bywa w wielu przypadkach, a w szczególności w fotografii, którą obie się zajmujemy – atutem. Także okazało się, że mam szczęście do ludzi i ziemskich nauczycieli oraz opiekę kogoś Mądrzejszego, kto czuwa nad moją podświadomością, intuicją, czy sercem, kogoś, kto mi czasem podsuwa właśnie takie osoby, takie spotkania, które pchają mnie w stronę życia w zgodzie ze sobą, swoim powołaniem.



Impuls poszedł na tyle daleko, że będąc w Norwegii, gdzie miałam ustalone inne zajęcia, zaczęłam zastanawiać się nad zapleczem mojej działalności, co zrobić, by było lepiej, bardziej z serca. Jak mogę sobie pomóc, jak mogę się zmotywować? Z pomocą przyszedł Internet, przewertowałam porady couchingowe i zaczęłam działać. Na tyle skutecznie, że w którymś momencie straciłam łącze i dostęp do jakichkolwiek stron, a sam facebook ładował się 6 godzin, więc pozostało mi tylko i wyłącznie działanie - pisanie, wymyślanie, porządkowanie, planowanie. Oferta zaczęła się krystalizować, pojawiły się nowe propozycje wymagające jeszcze przetestowania i konsultacji. Ustaliłam datę wypuszczenia nowej strony oraz skończenia wymarzonego studia – WRZESIEŃ.



Natomiast po powrocie z Norwegii, a właściwie niemal od razu po wylądowaniu pobiegłam na 3 Wielką Wymianę Kontaktów, gdzie ku mojemu zaskoczeniu z łatwością opowiadałam o mojej nowej ofercie, tej najbardziej mojej, całkowicie zgodnej ze mną. Wygląda na to, że opisanie tego, co się chce robić, rozplanowanie bardzo ułatwia komunikację. Pojawiły się nowe, ważne kontakty, pojawiła się tam również książka Izabeli Mikosz „ Gra o biznes”, którą po prostu połknęłam. To właśnie na spotkaniu z Izabelą Mikosz, właścicielką Time for Wax oraz autorką Time for buisness TV dotarło do mnie, że to, co robiłam i robię, również jest biznesem, w którym mogą się pojawiać błędy, ale najważniejsze to się na nich uczyć, słuchać i działać, robić swoje nawet jeśli inni w nas powątpiewają, czyli usłyszałam to, o czym również mówiła mi Olga. Wygląda na to, że w ten oto sposób odrobiłam swoją zaległą lekcję i ruszam z miejsca.



Wróciłam do tego, co mówi i pisze Agata Dutkowska, założycielka Latającej Szkoły dla Kobiet od której zaczęła się moja przygoda z warsztatami kobiecymi. Bardzo wzięłam sobie do serca jej słowa o tym, że nie zawsze muszę pokazywać – produkt Alfa od razu, że mogę zacząć od produktu Beta. Tak właśnie robię - korzystam z dawnego bloga jako tego, który tymczasowo będzie tym Beta zanim we wrześniu ruszy nowa strona;)



Dawno nie pisałam, a tak obszernie, to już nie pamiętam kiedy. Pytanie, czy pisać dalej? ;) Osoby, które mnie inspirują podlinkowałam, by dobra energia mogła iść dalej :)



Poniżej sesja 7 dniowej Emilki, na dobry początek :)





Asia, Jarek i Emilka












sobota, 27 grudnia 2014

inaczej

Nie przygotowałam świątecznej kartki ani zdjęcia. Zawsze robiłam to w ostatniej chwili, w międzyczasie, którego miałam całkiem sporo, bo wszystko przygotowywali rodzice. Obraz i życzenia podsyłałam Mamie, a Ona słała rodzinie dalej w świat. Tak to wyglądało internetowo. Tym razem nie było międzyczasu. Starałam się stworzyć namiastkę świąt i częściowo sobie nie radziłam, szczególnie z czasem. Niby zaczęłam wcześniej, ale wielu czynników nie umiałam przewidzieć. Wstydziłam się prosić, więc z przygotowaniami byłam sama. Dopiero przy kulinariach zaczęłam pytać i przyjęłam pomoc:) Generalnie starałam się zachować spokój, ale zdarzały się momenty zwątpienia i złości, jak wówczas gdy cały dzień lało, a ja kursowałam z zakupami w tą i z powrotem, połamałam parasolkę i zaliczyłam konkretny upadek w kałuży. Szczęśliwie nie potłukłam jajek. Wtedy też tak mocno odczułam na sobie, jak wiele robiła moja Mama i że każda pomoc wiele znaczy, nawet ta najmniejsza.

Nie zrobiłam też rodzinnego zdjęcia podczas Wigilii. Zostałam w Warszawie. Dopiero w drugi Dzień Świąt było nas więcej, było bardziej rodzinnie i ...inaczej.

Tak, zdecydowanie się tłumaczę z tych niewysłanych życzeń. Marne wytłumaczenie, ale od roku uczę się życia na nowo. Nic już nie jest takie jak kiedyś, gdy żyła Mama. Przychodzi refleksja, jakieś podsumowanie... 

Cóż, wiele osób trzymam w sercu i tęsknię i wierzę, że przyjdzie ten najwłaściwszy czas i wreszcie się spotkamy, już nie w smutku, a w radości. Niektórym bardzo ważnym dla mnie osobom pozwoliłam odejść... Czasem zabrała je śmierć, a czasem życiowe zawirowania. W wielu przypadkach zabrakło czasu na pożegnanie, ostanie słowo, podziękowanie za wspólny czas, bezcenny czas... Uczę się przyjmować rozstania, mimo bólu... Staram się traktować je jako ważne lekcje. Koniec i początek.

Dziękuję za to, co dobrego mnie spotkało i wdzięczna jestem za moje próby, mimo że bywało ciężko i miałam ochotę wyjść i zostawić to całe życie raz na zawsze, bez możliwości powrotu i zaczynania od nowa. 

No i życzę już z wyprzedzeniem - spokoju w sercach, zdrowia, miłości, ludzkiej życzliwości, dobrej rodzinnej atmosfery, humoru w deszczowe dni, czułości, radości, szczęścia, delikatności, obfitości wszelakiej począwszy od finansowej a skończywszy na duchowej i spełnienia pragnień mniejszych oraz tych większych w nadchodzącym Nowym Roku 2015, a najlepiej zawsze:)))



Moje drzewko choinkowo-jemiołowe z bombką:)


Zniecierpliwione wyczekiwanie na Gości. Na dachach samochodów widać świąteczny śnieg;)


Zdenerwowanie Piotra mego mym wypatrywaniem i usiłowanie ściągnięcia mnie fletem z parapetu;P



Ja z Ciocią Dorotą w Łazienkach. Pozostali się do zdjęcia nie załapali, tło istotne również;) Dlaczego?

  
Tato z Bratem moim Piotrusiem zapatrzyli się na ptasiory, które uwiecznił Piotr mój. Ja za to zmarzłam w ręce i odpuściłam robienie zdjęć, a oni nie nalegali, się nie upominali.
 
 Święta Bożego Narodzenia 2014, Warszawa




poniedziałek, 10 listopada 2014

flet

Piotr uczy się fletu. Nie tylko go tworzy, ale również coraz bardziej poznaje. Ja przy okazji też. Wiem już, że wolę indiański. Nie kojarzy mi się ze szkołą. No, a gdy usłyszałam jego legendę, to przyznaję, że się zauroczyłam. Czekam teraz na moją melodię;)





listopad 2014, Podkarpackie

niedziela, 9 listopada 2014

Piotr

My razem w podróży. Piotr całą drogę za kółkiem, ja obok. Słońce wschodzi, jest pięknie. Rozmawiamy, milczymy, coś przekąsimy, ja obok czasem śpię. Jest dobrze. Mamy i ciemność, i światło. Ja jestem i Piotr obok, jesteśMy.



listopad 2014